Dziś mamy wielką przyjemność móc przeprowadzić wywiad z Yonem Gallardo Bracone, jednym z wielkich lodziarstwa w Hiszpanii.
Yon jest właścicielem lodziarni «Yon Gallardo helados naturales» (dawniej Papperino) w Irún, obowiązkowego przystanku dla każdego miłośnika lodów.
Yon pomagał nam zawsze, kiedy tego potrzebowaliśmy, i dzięki niemu nauczyliśmy się wielu rzeczy i poprawiliśmy wiele błędów.
Witaj na haztuhelado.com, Yon, to zaszczyt gościć cię tutaj.
Mamy o tobie mnóstwo pytań.

01Skąd mu się to bierze
Myślę, że wypiłem więcej mleka w postaci lodów niż z butelki, więc pasja do lodów płynie mi w żyłach.
Na początek chcielibyśmy wiedzieć… skąd bierze się twoja pasja do lodziarstwa?
Moja pasja do lodziarstwa jest rodzinna. Zaczął mój dziadek Vittorio Bracone, pochodzący z Forlì, Rimini (Włochy). Kontynuowała moja mama Lola Bracone, która przez lata podtrzymywała tradycję dziadka lodziarnią w Hondarribii, aż pewnego dnia poznała mojego ojca, Juana Bautistę Gallardo.
Mój ojciec, kucharz z zawodu, zakochał się nie tylko w mojej matce, ale i w lodach. Do tamtej pory robiono tylko 5 czy 6 smaków lodów, ale mój ojciec, który zawsze był niespokojnym duchem, zaczął robić próby z nowymi smakami.
W tamtym czasie moi rodzice mieli w Hondarribii lodziarnio-kawiarnię o nazwie Aquarium, ale w 1994 roku postanowili wejść na nową drogę i otworzyć lodziarnię w Irún, która swego czasu była w okolicy prawdziwym boomem. Później opowiem o niej więcej.
Myślę, że wypiłem więcej mleka w postaci lodów niż z butelki, więc pasja do lodów płynie mi w żyłach, he he!
Od małego byłem w pracowni, oddzielając żółtka od białek, otwierając kartony mleka i pomagając ojcu robić lody.
Lata mojego dorastania spędzałem pracując z ojcem. Mimo ciągłych sprzeczek nie zamieniłbym tamtych chwil na nic. Praca w rodzinie nie jest łatwa, ale jednocześnie jest piękna, bo przeżywa się pracę z wielką pasją.
Z tego, co widzimy, wyrosłeś w pracowni… w jakim wieku zdecydowałeś, że poświęcisz się lodziarstwu bez reszty?
Zawsze wiedziałem, że chcę zajmować się lodami. Ponieważ mieszkaliśmy na granicy, rodzice od 4. roku życia posyłali mnie do szkoły we Francji. Tam w wieku 15 lat można wybrać profil zawodowy i chciałem iść do szkoły hotelarskiej. Rodzice nie chcieli i szedłem normalną ścieżką. W wieku 18 lat, kiedy zdałem maturę, chciałem iść do szkoły hotelarskiej, ale powiedzieli mi, że tego nauczę się w domu i żebym wybrał coś innego, na wypadek gdyby kiedyś lody przestały iść; tak więc studiowałem informatykę. Wiem, że to nie ma z tym nic wspólnego, ale to było jedyne, co mnie wtedy motywowało.
Skończyłem studia, pracowałem w świecie informatyki, głównie w szkoleniach, i uznałem, że nie chcę się temu poświęcać, choćby było najlepiej płatne. Wyjechałem na rok do Kanady, żeby poprawić angielski i spędzić rok daleko, by uporządkować myśli. Spędziłem tam jak dotąd najlepszy rok mojego życia, a mimo to lody ważyły więcej niż to wszystko. Nie było wątpliwości: musiałem wrócić i być lodziarzem.
02Papperino dzisiaj Yonem Gallardo
Yon ma w Irún lodziarnię, która nazywa się «Yon Gallardo helados naturales». Do niedawna nazywała się «Papperino helados naturales». Opowiedz nam trochę o początkach Papperino.
Papperino otwiera drzwi 21 czerwca 1994 roku; miałem wtedy 8 latek i ledwo wystawiałem głowę ponad ladę z lodami. Doskonale pamiętam te 40 wystawionych kuwet pełnych lodów i niekończące się kolejki klientów. To był dobry pomysł, zrealizowany we właściwym momencie i we właściwym miejscu. Moi rodzice mieli dobre oko.

Lata mijały i wszystko, choćby najnowsze, w pewnym momencie się starzeje; więc w zbieżności z 25-leciem lodziarni postanowiłem dokonać radykalnej zmiany. Chciałem, żeby przestała być lodziarnią moich rodziców, a stała się moją lodziarnią.
Postanowiłem zrobić coś zupełnie innego niż to, co było wcześniej. Chciałem projektu na miarę lodów, które robię, i który mógłbym pokazać w czasopiśmie bez obawy, że wyjdzie tandetnie. To była trudna i ryzykowna decyzja. Mówi się, że my, mieszkańcy Gipuzkoi, jesteśmy bardzo tradycyjni, a to całkowicie zrywało z tradycją, od minimalistycznego wystroju po ekspozycję w pozzetti.

Skąd wzięła się nazwa?
Nazwa pochodzi z włoskiego: paperino znaczy kaczuszka, a wynika to z dwóch powodów. Z jednej strony moja mama miała w dzieciństwie komiksy, które bardzo lubiła, o Kaczorze Donaldzie, który we Włoszech nazywa się Paperino.
Z drugiej strony było to czułe słowo, którego dziadek używał wobec wnuków. Jeśli się przyjrzysz, nasza nazwa jest pisana przez dwa „p” w środku. To celowy błąd ortograficzny, żeby nie płacić tantiem Disneyowi, ha ha!

Jak idzie?
Nigdy się nie zadowolę i zawsze będę dążył do więcej, to leży w mojej naturze; mimo to jestem zadowolony. Pracujemy bardzo dobrze i w ostatnich latach nie przestaliśmy rosnąć.
Jesteś w Gipuzkoi?Yon Gallardo helados naturales jest w IrúnZnajdź ją, razem z innymi prawdziwymi lodziarniami, na naszej mapie.Otwórz mapę →Mam wielkie szczęście, że mam kuzyna Daniego, który zajmuje się bardziej sprzedażą. To jedna z tych osób o nieskończonej empatii i cierpliwości i jeden z odpowiedzialnych za uśmiech przy każdej gałce lodów.
Przy pandemii zobaczyliśmy, że rzuciłeś się w dostawę do domu. Jak to działało? Utrzymasz to, kiedy wszystko wróci do normy?
Podczas lockdownu działało bardzo dobrze, ale potem nie byliśmy w stanie utrzymać usługi z powodu dużego popytu w lodziarni.
Na przyszły rok rozważam wprowadzenie jakiejś własnej, bardziej ograniczonej usługi dostawy. Zawsze istnieje ryzyko, że takie usługi kanibalizują sprzedaż w sklepie, a kosztują znacznie więcej.

03Jego lody
Które lody sprzedajesz najlepiej?
Orzech laskowy jest królem. To zdecydowanie najlepiej sprzedające się lody i sprzedaje się ich coraz więcej. To lody, które dają dużo pracy, bo sami prażymy orzechy, mielimy je w konszy i z tej domowej pasty orzechowej robimy lody.
Orzech laskowy jest królem. To zdecydowanie najlepiej sprzedające się lody.

Jakie są twoje ulubione lody?
Trudne pytanie, to jak pytać, które dziecko jest ulubione, ha ha! W każde wkładam mnóstwo serca i trudno mi wybrać jedne, nie czując, że umniejszam pozostałym, żeby się jeszcze nie obraziły. Ale jeśli mam wybrać jedne, nigdy nie nudzą mi się lody kokosowe.
Jakie najdziwniejsze lody jadłeś?
Kolejne trudne pytanie… Lodami, które bardzo mnie zaskoczyły, były te z pieczonego ananasa z cynamonem i kardamonem. Nie miałem wobec nich żadnych szczególnych oczekiwań, a kiedy ich spróbowałem, bardzo mi się spodobał smak, tekstura już nie; lodziarz, który je zrobił, nie był zbyt precyzyjny w recepturze, ale w smak trafił idealnie.
Jaka była twoja najbardziej skomplikowana kreacja?
Najbardziej skomplikowane są monoporcje, które tworzymy na specjalne okazje, na przykład na Boże Narodzenie. Receptura zostaje mocniej wystawiona na próbę, pracuje się technikami cukierniczymi, glazurami itd.
W kawałku 170 ml może się zsumować 7 różnych przygotowań i całą pracę trzeba mieć bardzo dobrze zorganizowaną, żeby praca nad takimi kawałkami była opłacalna. To prawda, efekt jest bardzo instagramowy.

Jesz dużo lodów, czy degustacje w zupełności ci wystarczają?
To pytanie zadają mi często, ha ha! Nie przepadam za słodyczami; przez cały rok chyba nie zjadłem całej gałki jako takiej. To, co robię, to próbowanie wszystkich lodów, które wychodzą z maszyny, żeby się przypadkiem nie okazało, że coś schrzaniłem. Nie dzieje się tak tylko z lodami, tak mam ze wszystkim: jem mało, bardziej lubię gotować niż jeść.
Robię mnóstwo litrów dziennie i z tego, co próbuję, rozumiem, że i tak jem więcej niż przeciętnie, ale prawie nigdy nie nakładam sobie gałki. W restauracjach zwykle pomijam deser, na ogół dlatego, że zwykle rozczarowuje, a wolę cieszyć się kawą i zostać z dobrym smakiem w ustach.
04Technika w pracowni
Lody w gastronomii, sektor, który nas fascynuje: lody słodkie lub wytrawne do łączenia z daniami. Widziałem czasem na Facebooku twoje kreacje w jakichś restauracjach. Jak radzi sobie ten sektor? (Przed pandemią) Jakieś ciekawe danie, które zjadłeś z własnymi lodami?
Lodziarstwo przez długi czas było brzydkim kaczątkiem gastronomii. Poświęcano mu mało uwagi i zwykle lody pozostawiały wiele do życzenia. Teraz jest wielka zmiana; zaczyna być widać, że restauracje dbają o lepsze desery i zaczynają widzieć w lodach zabawę, której wcześniej nie dostrzegały.
Większość szkoleń i doradztw technicznych, które ostatnio prowadzę, jest dla restauracji. Poza tym szkoły hotelarskie się mobilizują i włączają do swoich kursów temat lodów. Mogę wymienić Basque Culinary Center, Aiala (szkołę Karlosa Arguiñano) i EPGB, bo z nimi pracowałem.
Danie, które mi się spodobało, to lody z foie gras glazurowane polewą z karmelizowanej białej czekolady z płatkami soli i pyłem chlebowym na wierzchu.

My w kuchni dość często stosujemy technikę niskiej temperatury; smaki i tekstury, które się uzyskuje, są spektakularne. Widzieliśmy, że ty wykorzystujesz ją w lodziarstwie. Co dzięki niej osiągasz? Co polecasz nam z nią robić?
Niska temperatura pozwala nam na wiele rzeczy, używamy jej głównie do naparów. Udaje się skoncentrować więcej smaku bez parowania, a nie poddając produktu nadmiernej temperaturze, smak rzeczy nie zmienia się tak bardzo.
Używam jej przede wszystkim do naparu w lodach waniliowych, gdzie moim zdaniem osiągamy bardzo dobry efekt, a także do robienia jogurtów. Ale żebyś miał obraz: używałem jej nawet do temperowania czekolady.
Widzieliśmy cię wiele razy, jak „dymisz” ciekłym azotem, he he. Widzimy, że teraz używają go cały czas w MasterChefie. Jak ta technika sprawdza się przy lodach? Czy receptura byłaby inna?
Świat azotu odkryłem z Martinem Lippo, argentyńskim szefem kuchni, który ma swoją salę szkoleniowo-badawczą w Barcelonie. To jedna z osób, które najbardziej podziwiam, i miałem szczęście móc uczyć się na jednym z jego kursów. Ciekły azot paruje w temperaturze około −196 °C, w skrócie: zimno jak diabli…
Zamraża wszystko z imponującą prędkością i trzeba mieć zdrowy rozsądek przy jego używaniu. Nie użyłbym go do robienia lodów, bo w ogóle się nie opłaca. To prawda, robi duże show i może być ciekawy na eventach albo w telewizji.
Co jest w azocie naprawdę ciekawe, to pewne przygotowania, których nie moglibyśmy uzyskać inaczej. Na przykład microdots, które uzyskujemy zamrażając krople przecierów owocowych i które potem możemy wykorzystać jako posypkę albo do marmurkowania lodów.
W MasterChefie używają go głównie dla show i szybkości. Poza tym prawie wszystko, świeżo z maszyny, wypada dobrze, mimo wadliwej receptury.
Receptura jest ta sama, w końcu to tylko inny system zamrażania. Zamrażanie w maszynie to mieszanie i chłodzenie jednocześnie, a zatem azot daje nam zimno, a rózgi albo Kitchen Aid dają nam mieszanie. Pozostałe kroki są takie same jak przy każdych innych lodach.


Wiemy, że jesteś specjalistą od wyrabiania własnych past z orzechów. Jak je robisz? Jakiego sprzętu używasz?
W tej chwili tworzenie własnych past wydaje mi się „must” w profesjonalnym lodziarstwie. Myślę, że udało mi się wprowadzić to w modę przez filmy w internecie i wystąpienia na targach.
Praca z surowcem jest kluczowa, żebyśmy mogli się odróżnić od innych. W przypadku orzechów możliwość wyboru pochodzenia, jakości, prażenia i mielenia daje potworne możliwości personalizacji.
Orzech możemy uprażyć albo usmażyć, w zależności od smaku, który chcemy uzyskać. Potem trzeba go rozdrobnić, a następnie potrzebujemy konszy, żeby uzyskać płynną pastę. Na prostych maszynach stołowych uzyskujemy zmielenie do 10 000 mikronów, co jest bardzo dobre.

Pamiętam, że zaczynaliśmy układać receptury lodów na −18 °C, a pierwszą rekomendacją, jakiej nam udzieliłeś, było robić to na −11 °C, choćby do domu. Jakie zalety ma receptura na −11 °C wobec tej na −18 °C?
Dobrze, dobre pytanie. Podam ci kilka argumentów, część organoleptycznych, część technicznych.
Rozumiem wygodę wyjęcia lodów z zamrażarki i możliwości zjedzenia ich o kremowej teksturze bez czekania. Jednak te lody będą bardzo zimne, a w −18 °C większość kubków smakowych nie odbierze smaku, „poparzą się od zimna”. A do tego tłuszcz będzie dłużej topił się w ustach i dłużej przekazywał nam smak. Jedyną zaletą układania receptury na −18 °C jest zaspokojenie naszej niecierpliwości.
Następnie od strony technicznej: kremowa tekstura lodów wynika po części z tego, że 20% wody pozostaje w stanie ciekłym, a pozostałe 80% jest zamrożone. To właśnie daje lodom ich na wpół zamrożoną, kremową teksturę. Ta wolna woda jest jednak aktywna i źle reaguje na starzenie się lodów.
Dojrzewanie Ostwalda to jeden z pierwszych problemów, o które musimy się martwić. To zjawisko zachodzące naturalnie: w obecności ciekłej wody kryształki lodu łączą się i tworzą większe kryształy. Przez to nasze lody tracą teksturę, a z czasem można nawet gryźć kawałki lodu.
Lody ułożone na −18 °C odczują ten efekt znacznie dotkliwiej niż te ułożone na −11 °C. Powód jest taki, że lody ułożone na −11 °C będą zamrożone w −18 °C, a aktywność wody się zmniejszy.
Kolejnym argumentem jest brak mocnych maszyn. Bez mocnych maszyn do lodów i schładzarek szokowych robienie lodów w domu na −18 °C zawsze da nam gorszy wynik, nie licząc komplikacji, jakie napotkamy w recepturze przy lodach mocno obciążonych dekstrozą, które ostatecznie wydają się jeszcze zimniejsze w ustach.
Zbuduj pracownię w domuIle maszyny naprawdę potrzebujesz?Porównujemy mantekatory ze sprężarką i z mrożonym pojemnikiem, z ich plusami i minusami.Zobacz, jakiej maszyny potrzebujesz →Ale się rozgadałem!
05Układać receptury i wybierać składniki
Zachowując dystans wobec lodziarni z profesjonalnym sprzętem: czy uważasz, że w domu można zrobić przyzwoite lody środkami, jakimi dysponujemy?
Tak. Zwłaszcza jeśli to do natychmiastowego spożycia. Co więcej, w domu nie patrzymy na kalkulację, żeby wiedzieć, czy te lody będą się opłacać, czy nie. Dlatego możliwe, że w domu uzyskamy lody o większym smaku niż w niektórych lodziarniach, które bardziej skąpią na składnikach, żeby obniżyć koszty.
Jakich neutro używasz zwykle do lodów śmietankowych i sorbetów?
Jestem bardzo zadowolony z efektów produktów Danisco. Do kremów Cremodan SE30, a do sorbetów Cremodan 28 SorbetLine. Prawda jest taka, że nie ma tu dobrze ani źle, tylko to, co chcemy osiągnąć. W zależności od efektu, jaki chcemy uzyskać w naszych lodach, możemy używać jednych albo drugich; gama produktów jest ogromna. Ostatecznie to kombinacje stabilizatorów i emulgatorów i patrząc na skład, możemy się zorientować, który bardziej nam odpowiada.
Są tacy, którzy rezygnują z neutro i wolą robić własne kombinacje. Jeśli mam być szczery, nie wykluczam tego. Mam to na liście rzeczy do zbadania w szczegółach.
Po obejrzeniu w twoich relacjach w mediach społecznościowych, ile czekolad i marek wypróbowałeś: przy której zostajesz?
Nie umiem powiedzieć, ile ich spróbowałem, mnóstwo. I w każdej marce zawsze jest coś, co się wyróżnia. Czy to w blendach, czy w single origin, zawsze jest jakaś czekolada, która zaskakuje.
Dla mnie wielkim odkryciem roku była Casa Luker. Nie znałem marki, a przysłali mi próbki podczas wiosennego lockdownu. Wydają mi się niesamowite, mają wyjątkowe profile aromatyczne i świetnie wychodzą w lodach. Szczególnie jestem wielkim fanem Tumaco 85 %.
Z innych marek Sao Thomé od Callebaut wydaje mi się bardzo dobra i oczywiście Coeur de Guanaja od Valrhony.
Nie biorąc pod uwagę kosztu i opłacalności (o których już wiemy, że na razie ich nie ma): co sądzisz o nowych cukrach, które trafiają na rynek, typu tagatoza, trehaloza itd.? Pełnią tę samą funkcję co zwykłe? Czy są naprawdę zdrowsze? Czy pojawią się w przystępnej cenie? Czy lody wychodzą tak samo?
Ma się wrażenie, że przemysł zawsze wypuszcza nowe rzeczy, kiedy tworzy się trend konsumpcyjny w konkretnym kierunku. Teraz jesteśmy na linii unikania cukrów dodanych i pojawiają się produkty rzekomo zdrowsze, mające zastąpić cukry konwencjonalne. Dopóki nie zobaczę poważniejszych i niezależnych badań na ten temat, nie ośmielam się wydawać opinii; brakuje mi danych, żeby być obiektywnym.
Co do ceny, owszem, spadną, zwłaszcza przy zakupie dużych partii. Ale to jak z każdym nowym produktem. Dziś telefon kosztuje 1000 €, za miesiąc 800 €, a za rok 450 €.
Co do smaku lodów, podniebienie przyzwyczaja się do rzeczy. Jeśli te cukry w końcu się przyjmą, powoli będą wprowadzane zmiany w przepisach, żeby przyzwyczaić klientów.
Widzimy to w strategiach dużych marek jak Nestlé, które stopniowo usuwały cukier z produktów, żeby dla klienta nie była to gwałtowna zmiana, i wyznaczają sobie cele na kilka lat, żeby było to mniej więcej stopniowe.

06Dwie dyskusje: diabetycy i mrożony jogurt
Nie możemy igrać ze zdrowiem naszych klientów: jeśli nie wiemy, co sprzedajemy, lepiej tego nie sprzedawać.
Nawiązując do artykułu, który niedawno opublikowaliśmy na stronie, lody dla diabetyków, temat skomplikowany i przede wszystkim bardzo delikatny. Zakładam, że trzeba bardzo uważać na to, co jest gdzieniegdzie oferowane jako takie. Masz jakąś opcję w swojej lodziarni? A jeśli nie, rozważasz to?
Rozumiem, że mówisz o artykule Lluisa Ribasa, to znakomita praca. Ważne jest informowanie klienta o tym, co zawierają lody. W zależności od typu cukrzycy nie wystarczy usunąć cukrów dodanych, trzeba też informować o węglowodanach.
Od wielu lat oferujemy tego typu lody i mamy bardzo wierną klientelę, która przychodzi po swoją przyjemność. Ale jak mówiłem: najważniejsze jest poinformować klienta o składnikach lodów, o ich wartościach odżywczych, a potem niech on sam oceni, czy może je jeść, czy nie.
Czego nigdy nie wolno nam robić, to oszukiwać, żeby wyrwać sprzedaż. Nie możemy igrać ze zdrowiem naszych klientów; jeśli nie wiemy, co sprzedajemy, lepiej tego nie sprzedawać.
Coś, co nas mocno zaskakuje, to spacerować po miastach i widzieć zapchane sieciówki z „mrożonym jogurtem” typu llaollao czy podobne, a jednocześnie nie widzieć tylu ludzi w rzemieślniczej lodziarni. Co sądzisz o tych sieciówkach? Ludzie nie mają wyrobionego podniebienia?
Trudno odpowiedzieć pozostając politycznie poprawnym, ale spróbuję. Ten temat starczyłby na kilkugodzinną rozmowę przy jakimś piwie.
Kontynuuję trochę w duchu poprzedniego pytania, mówiąc o przemyśle. Ogólnie robią z nami, co chcą. Wyjaśniam: stoi za tym cały marketing, który warunkuje nasz mózg co do tego, jaki ma być produkt i co zastaniemy. To nie tylko kwestia podniebienia, ale wszystkich zmysłów. Eksperyment, który często robię z dziećmi przyprowadzanymi na warsztaty do pracowni, polega na spróbowaniu naturalnego soku truskawkowego i wody z aromatem truskawkowym. Smutne jest widzieć, że niewiele osób potrafi w ciemno powiedzieć, co jest naturalną truskawką, ale prawie wszyscy rozpoznają smak truskawkowej gumy do żucia.
Musimy uczyć nasze zmysły bycia bardziej krytycznymi, a przede wszystkim uświadamiania sobie manipulacji, której jesteśmy poddawani. Nie mówię, żebyśmy się jej nie poddawali, ale żeby, jeśli już, działo się to świadomie.
W nawiązaniu do marketingu przychodzi moja krytyka rzemieślnika. Zakładam, że chodzi o prawdziwego rzemieślnika, a nie lodziarza, który pracuje tylko na półproduktach. Bardzo źle się sprzedajemy. Zdaję sobie sprawę, że nie mamy narzędzi marketingowych ani budżetu wielkich firm, ale trzeba inwestować w wizerunek, w komunikację. Po co używać najlepszej wanilii na świecie, jeśli nie wyjaśniamy tego naszym klientom i nie dajemy im zrozumieć, dlaczego jest lepsza?
07Uczyć, rywalizować i dzielić się
Widzieliśmy, jak prowadzisz kursy w Basque Culinary Center; udział w twoim szkoleniu tam musi być czymś niesamowitym. Czy dla amatorów masz jakiegoś rodzaju szkolenie? Co trzeba zrobić, żeby w nim uczestniczyć?
W tej chwili jestem w punkcie zmiany w firmie. Moja mama przechodzi na emeryturę, biorę wszystko w swoje ręce i nadam temu kierunek, jaki chcę. Moim głównym problemem jest czas, ale jedną z linii, które chcę lepiej rozwinąć, jest szkoleniowa. Nie wiem jeszcze, czy będzie online, czy stacjonarnie, ale w nie tak odległej przyszłości chciałbym mieć dobrze wyposażoną salę, w której mógłbym oferować kursy. „Stay tuned”, ha ha!
Do tego czasu możesz mnie dalej zasypywać pytaniami 😉
Ptaszek mi doniósł, że choć nie przepadasz za konkursami, w rozpoczynającym się roku 2021 startujesz w mistrzostwach Hiszpanii. Można coś zdradzić?
Niestety mistrzostwa zostały przełożone na 2022 rok, w założeniu. Jestem zgłoszony i wstępnie zakwalifikowany. Teraz przede mną dużo pracy, żeby przygotować coś fajnego. Szczegółów nie mogę ci podać, bo potem mnie skopiują, ha ha ha!


W świecie lodziarstwa, w którym jest tyle tajemnic, zaskakuje mnie twoja chęć bezinteresownego pomagania ludziom; to wcale nie jest częste. Dlaczego to robisz?
Mnie to wydaje się naturalne. Zabranie do grobu tego, co wiem, nie wydaje mi się praktyczne. Człowiek potrzebuje dzielić się i uczyć z wiedzy zbiorowej. Nie jestem wierzący ani religijny, wierzę w potencjał człowieka. A ten potencjał może rosnąć tylko wtedy, gdy jesteśmy dla siebie hojni. Poza tym przy pytaniach sprawdzam swoją wiedzę i to popycha mnie do uczenia się więcej.
Zabranie do grobu tego, co wiem, nie wydaje mi się praktyczne.
















